Piosenka odkopana
 
 

O piosence odkopanej... - przemyślenia Macieja Talagi

Liceum Ogólnokształcące w Jaworznie było wtedy jedno, a nawet "Jedyne"! Elita(Sic!!) młodzieży, dziś mająca "w okolicach pięćdziesiątki", psiocząca na ówczesną marną i przaśną rzeczywistość, pamiętająca tamte czasy, często ciężkie, biedne ale i pełne cudnego młodzieńczego buntu. To właśnie tamten czas prowokował "niespokojnych duchem i niepokornych umysłem" do szukania innych doznań niż bieda-dyskoteki czy też "wypadów" do lokalnych kin (a takie kiedyś były:-(( ) na "mega premiery" :)) "Godżilla VS Hedora" lub "Winnetou i Apanachi".

W czwartek, 8 listopada 2012r. o godzinie 19:15 ...spotkało się po "tysiącu latach gwiezdnych" wielu przyjaciół, którym wspólne muzykowanie wypełniało "kiedyś tam", monotonne, jaworznickie szare dni końca lat 70-tych, (a w niektórych przypadkach jest ich treścią do dzisiaj.) W fotelach sali teatralnej "Teatru Sztuk" zasiedli Ci, którzy potrafią słuchać i słyszeć, ale również nie boją się śpiewania. Tak stworzyła się niezwykła i pełna niezwykłej energii atmosfera, która zawładnęła nami, na niemal dwie godziny.

...Nie był to koncert... bo koncertem to spotkanie nie miało być i niewłaściwym jest je tak nazwać. Było to raczej wspólne nucenie pod "dyktando" grupy złożonej z jednego (mam takie nieodparte wrażenie) z najfajniejszych roczników jaworznickiej Jedynki (i nie tylko!!)

Licealną "epokę" wspominam jako okres gdzie nauka wypełniała niemal cały czas. (Faktem jest, że ta pora nauki była organizowana przez naszych Rodziców ... Bohaterom Cześć!!!!) Materiał do "wkucia" był o wiele szerszy niż dzisiaj, lekcje trudne i wymagające dużego skupienia, a matura... to dopiero była matura! Toteż wolny czas mieliśmy wtedy, kiedy wszystkie wiadomości - teoretycznie - były w głowach, czyli od czasu do czasu... w sobotę wieczorem lub w niedzielę... przed południem!

Siadano w czyimś mieszkaniu (lub "wcale" często w MDK-u na Mickiewicza 2 - dzięki Ula!!) i śpiewano albo znane piosenki, albo komponowało się własne. Tworzyły się zespoły, które brały udział w młodzieżowych, (seniorskich też,- po oszukaniu komisji rekrutacyjnej) studenckich festiwalach piosenki, zdobywały nagrody w całym kraju, stawały się rozpoznawalne i sławne. W Jaworznie takimi zespołami były "Po Co Nam To", którego założycielami byli Jerzy Liszka i Ryszard Miketta (dzisiaj znani i cenieni lekarze), a także grupa przyjaciół, kontynuująca z powodzeniem pasmo sukcesów poprzednika... "Rozkład Jazdy", stworzona przez (skromność nie jest moją dominującą cechą:)) Macieja Talagę - To były fantastyczne czasy, piękni, mądrzy ludzie, mocne przyjaźnie i prawdziwe miłości.

Czwartkowe "Śpiewogranie" było dla mnie wielce liryczną i odmładzającą podróżą w magiczny świat najpiękniejszych piosenek sprzed lat. Wraz z Wami śpiewaliśmy "Balladę o Janosiku", "Dzwony marzeń", "Pikową damę", "Chodzą ulicami ludzie", "Sielankę o domu", "Jesień idzie", "Jesienną zadumę", "Rzekę", "Majstra Biedę" , moją ukochaną "Miłość" K.K. Baczyńskiego (jak się potem okazało, nie tylko moją;)) i wiele jeszcze innych z nurtu, przez Janusza Deblessema nazwanego krainą łagodności. Starannie dopracowane brzmienie instrumentów, (Kamilu i Tomku,...dziękuję!!) w tym trzech gitar akustycznych wspomożonych basem, perkusją i skrzypcami, do tego chór naszych dziewczyn, mam nadzieję, oczarowały na nowo tych, którzy dawno nie słyszeli tych tekstów i... nieskromnie pisząc... takich wykonań.

Pozostaje mi trwać w nadziei, że nie był to "ostatni raz", ale niezły początek czegoś co pozwoli na "cykliczne odkurzanie" wspomnień wielu z nas... myślę, wrażliwych ludzi.

W "eksperymencie" zaśpiewali, zagrali, mylili się i robili różne dziwne rzeczy ponownie* : Basia i Ela Szwed, Halinka Perończyk, Ewa Gut, Ewa Tokarska, Benia Gładysz, Mariusz Stadler (bas), Marek Długopolski (wąsy i gitara akustyczna), Jacek Różalski (gitara 12-strunowa), Jerzy Liszka (skrzypce), Piotr Ptasznik (perkusja) i Maciej Talaga (gitara akustyczna) - zabrakło Basi Kinor, Ani Banaś, Leszka Dębskiego, Marka Różalskiego, Jacka Kielskiego, Jacka Talagi, Wandy Różyckiej i...nieodżałowanego Mistrza, Mentora i przecudnego Człowieka - nieżyjącego już Lecha Ciastowskiego.

*w tekście wykorzystałem i zniekształciłem (niecnie i biję się w pierś) kilka zdań Aleksandra Tury(dzięki!!), jak też z premedytacją posłużyłem się panieńskimi nazwiskami naszych śpiewających Pań - wybaczcie dziewczyny, ale kto mi zabroni??!:-))

PS

I dziękuję Wam, Droga Publiczności, za przybycie, wiarę w magiczną wartość tego spotkania, zaangażowanie oraz wzruszające próby wydobycia szczerych nut z Waszych i Naszych gardeł!!
Do następnego razu!!

eMTe.


Copyright © 2012 Teatr Sztuk w Jaworznie | site created by Ramon & modified by Tomek