Benia Krzyk
 
 

Idźcie na "Benię Krzyka"!

W Teatrze Sztuk powstało perfekcyjnie zagrane i zaśpiewane przedstawienie, w którym na pierwszy plan wysuwają się trzy aktorki, ale jednocześnie nie istnieje pojęcie "mniej ważna rola". Jeśli lubicie żydowski humor, opowieści o miłości i chcecie spędzić w inteligentny sposób półtorej godziny, wybierzcie się na "Benię Krzyka – króla żydowskich gangsterów"

"Z furmanów, proroków i chamów / narodził się Król" – śpiewa w otwierającym spektakl songu Lubka Kozak (Brigitta Wierzbik). To ona będzie nas oprowadzać po Mołdawiance, gdzie swoją gangsterską karierę zaczyna Benia Krzyk (Kamil Bzukała), deklarujący, że woli być złodziejem w Odessie niż "w New Yorku byle kim". Ale przestępcy, których oglądamy na scenie, są nietypowi. Wierzą w Boga (proszą "O Panie, co serca przenikasz / w opiece miej cały syndykat"), mają kodeks honorowy, a rozlew krwi traktują jako ostateczność. Jednak wraz z nastaniem rewolucji przyjdą tacy, którzy będą mieli zupełnie inne spojrzenie na rzeczywistość.

Na scenie - brak scenografii. Aktorzy grają na prostokątnym podeście, który staje się m.in. zajazdem Lubki, kantorem Tartakowskiego i miejscem spotkań syndykatu. Zmiana miejsc akcji sygnalizowana jest poprzez napisy w języku rosyjskim, wyświetlane na ekranie, czasem również za pomocą kostiumu lub w dialogu.

Prym w spektaklu wiodą trzy aktorki (co ciekawe, dwie z nich obsadzono w męskich rolach). Niełatwe zadanie ma Brigitta Wierzbik. Musi opowiedzieć o bohaterce niemal wyłącznie za pomocą songów i swoim mocnym, niskim głosem czyni to znakomicie. Lubka pali, pije i jest wulgarna, bo taka jest rzeczywistość wokół niej. Młoda aktorka gra nie dziewczynę, lecz eksponującą swą cielesność dojrzałą kobietę, która w świecie płatnej miłości pragnie czystego uczucia (piosenka o nasiąkającej łzami poduszce mogłaby stać się radiowym przebojem). W rolę Froima Gracza wciela się Ewa Kielar. Kostium (Gracz przypomina amerykańskiego gangstera), fryzura i sposób poruszania się sprawiają, że za każdym razem, gdy aktorka pojawia się na scenie, wierzy się jej w stu procentach. Gracz jest nie mniej różnobarwną postacią niż Lubka. Z jednej strony przywódca, mający posłuch u swoich ludzi, z drugiej – troskliwy ojciec, dla którego najważniejsze jest dobro córki. Idealista, przekonany, że jeśli on przestrzega pewnych zasad, to inni również będą postępować w ten sposób. Odtwórczyni roli charyzmatycznego szefa gangu ma również możliwość zaprezentowania swoich niemałych umiejętności wokalnych. Pełen energii finał należy za to do obdarzonej imponującym głosem Kamili Kurzei (Żydowski Mściciel).

Tytułowa rola to spore wyzwanie – Benia Krzyk opowiada o sobie w jednej piosence, śpiewa w scenach zbiorowych, ale reszta to sceny dialogowe. W interpretacji Kamila Bzukały noszący czerwone buty bohater wypada bardzo naturalnie zarówno wtedy, gdy buntuje się przeciwko ojcu, jak i wówczas, gdy jest zaskoczony zachowaniem swojego kompana, Sawki Bucisa. Paweł Piwowar wciela się aż w cztery postaci. Jest przezabawny jako zdominowany przez żonę ojciec Beni, Mendel (scena niczym z żydowskiego kawału), ale gdy gra Kantora, zmuszonego do modlitwy ze swoimi wiernymi w zaszczurzonej komórce, jego bohaterowi autentycznie się współczuje. Śmieszy jako nieudolny Prystaw, któremu spalono cyrkuł. Kreując natomiast rolę Szefa CzeKa, aktor z upodobaniem pokazuje wszystkie negatywne cechy przedstawiciela nowej władzy. Jagoda Sadziak jako Baśka, córka Froima Gracza, pojawia się w spektaklu tylko na chwilę i mówi jedynie kilka słów, ale tę scenę się pamięta. Podobnie jak konfrontację Lowki Krzyka (Karolina Kałuża) z ojcem – w jednym, powtórzonym kilkakrotnie zdaniu, udało się powiedzieć wszystko na temat charakteru starego Mendla. W tym spektaklu nie ma mniej ważnych ról – scena z Muginsztejnem (Aleksander Bryl) i Sawką Bucisem (Klaudia Sedlaczek) mówi coś ważnego o kodeksie moralnym Beni Krzyka, a gorliwy Młody (Joanna Płonka) przesądza o losach głównych bohaterów.

Przedstawienie grane jest w zawrotnym tempie, sceny następują jedna po drugiej, brak jest nawet sekundy na brawa po popisowym wykonaniu piosenki czy śmiech z zabawnej kwestii. Mimo tego nikt nie myli się w tekście, a ruch jest idealnie zgrany z dźwiękiem. W scenach zbiorowych aktorzy funkcjonują niczym jeden organizm.

Michał Chludziński napisał bardzo dobre teksty songów. Wystarczy jeden wers, by wywołać u widza konkretne skojarzenie. Frazy o "wybebeszaniu ludzkości" czy "wbijaniu pod paznokcie prawd nowej wiary" mówią o tym, czym był komunizm więcej niż niejeden gruby tom. Piosenki o Feliksie Dzierżyńskim powinien posłuchać każdy młody człowiek, który choć raz w życiu – uwiedziony romantycznym mitem rewolucjonisty – założył koszulkę z Che Guevarą. Pojawia się również refleksja, aktualna w każdym ustroju: zawsze cierpią ci, którzy są najniżej, a "cztery litery" bolą tak samo niezależnie od tego, kto dzierży ster władzy. Jest także smaczek w postaci parafrazy słynnego hasła z pewnej polskiej komedii, a szlagwort "koszer nostra to styl szybkiego ostrza" nuci się jeszcze długo po spektaklu. Muzycznie (autorem muzyki jest Aleksander Brzeziński) również sporo się dzieje – jest tu miejsce zarówno na piosenkę aktorską czy klimaty rodem z twórczości Leopolda Kozłowskiego, jak i mocne, rockowe uderzenie.

Lubicie historie o miłości? Bawi was żydowski humor? Czytaliście "Opowiadania odeskie" i jesteście ciekawi, czy można opowiedzieć te historie za pomocą piosenek? Chcecie posłuchać wspaniałych głosów, świetnej, granej na żywo muzyki i w inteligentny sposób spędzić półtorej godziny? Jeśli na przynajmniej jedno z powyższych pytań odpowiedzieliście twierdząco, wybierzcie się do Teatru Sztuk, by obejrzeć "Benię Krzyka – króla żydowskich gangsterów".

Tomasz Klauza



Copyright © 2012 Teatr Sztuk w Jaworznie | site created by Ramon & modified by Tomek