Moralność Pani Dulskiej
 
 

Przedstawienie, zrodzone z pasji

Postać, stworzona przez Gabrielę Zapolską, cieszy się niesłabnącym zainteresowaniem reżyserów. Jedni twórcy sięgają po "Moralność pani Dulskiej" (przedstawienie, wyreżyserowane w Teatrze Telewizji przez Marcina Wronę, spektakl Marty Ogrodzińskiej "Dulscy z o. o."), inni - jak Filip Bajon w "Paniach Dulskich" – tworzą na bazie dramatu własną opowieść. Marcin Miliński z Zespołem Aktorskim "Prosceniu" udowodnił, że scenografia i kostium z epoki wcale nie przeszkadzają w stworzeniu na wskroś współczesnej historii.

Myliłby się ten, kto sądziłby, że jaworznicka "Moralność pani Dulskiej" to bryk ze sztuki Zapolskiej. Reżyser wyszedł z założenia, że publiczność, która przychodzi na przedstawienie, zna tekst dramatu. Okazuje się, że w ciągu czterdziestu minut można w bardzo klarowny sposób opowiedzieć zawartą w "Moralności pani Dulskiej" historię, nie tracąc nic z jej istoty. Jednocześnie reżyser ma świadomość, że sztuka musi wejść w dialog ze współczesnością, opowiadać o tym, co dzieje się tu i teraz – w przeciwnym razie nie ma po co w ogóle siadać za stolikiem reżyserskim.

W spektaklu zobaczyliśmy dziewięcioro aktorów i wszyscy zagrali bardzo dobrze. Jako pierwsza na scenie pojawiła się Aleksandra Kieszek - Aniela Dulska. "Straszna mieszczanka" w jej wykonaniu mówi dużo i głośno, wszędzie jej pełno, a bliźnich traktuje niczym kapral w wojsku. I wszystko to, oczywiście, dla ich dobra. Dulska w interpretacji aktorki to nie ilustracja tezy o "dulszczyźnie", ale człowiek z krwi i kości – bezwzględny i chyba nie mający nawet świadomości, że postępuje źle. Zachwyciła mnie Aleksandra Chudoba w roli Meli. Trzeba dużego talentu, by pokazać niewinność i dobroć bohaterki tak, żeby nie osunąć się w grę, udawanie, sztuczność. Młoda aktorka poradziła sobie z tym zadaniem znakomicie. Oglądając ją, zapominamy, że jesteśmy w teatrze. Hesię, drugą z sióstr, przeciwieństwo Meli, zagrała Agata Mikłas. Stworzyła ona portret współczesnej nastolatki, która na temat relacji damsko-męskich posiadła już wystarczającą wiedzę i wkrótce zapewne zacznie wcielać ją w życie. Paulina Jochymek w roli służącej Hanki bardzo dobrze ukazuje niejednoznaczność swojej bohaterki, która równie dobrze mogłaby być pomocą domową z Ukrainy. Marta Grabska jako Julasiewiczowa pięknie ilustruje, jak należy poruszać się na scenie w kostiumie i grać z rekwizytem, przywołując teatr, który dzisiaj możemy już nieczęsto oglądać. Zachowanie Anieli Dulskiej wobec Lokatorki w dramacie Zapolskiej budzi sprzeciw czytelnika, ale całe okrucieństwo tego dialogu wydobywa dopiero pokazanie go na scenie. Joanna Wosik jako Lokatorka jest znakomita – gra kobietę upokorzoną (mąż zdradził ją ze służącą), niedoszłą samobójczynię, poniżoną po raz kolejny (tym razem przez Dulską), ale czyni to bez uciekania się do chwytów rodem z melodramatu. Tadrachowa w wykonaniu Grażyny Kieszek to prosta kobieta ze wsi, która – gdy sytuacja tego wymaga – potrafi sama zwolnić się z przyrzeczenia o nie braniu alkoholu do ust (bardzo zgrabnie rzecz uzasadniając) i doradzić swojej podopiecznej, jak ta może zarobić na swoim nieszczęściu. Marcin Miliński w roli Zbyszka jest bardzo wiarygodny zarówno wtedy, gdy jego bohater zaleca się do Hanki, jak i wówczas, kiedy jako kochający brat martwi się o zdrowie siostry. Dominik Socha jako wykastrowany - być może nie tylko symbolicznie – przez żonę Felicjan Dulski potwierdza, że jeśli ktoś jest znakomitym aktorem, to nawet z niemal niemej roli potrafi zrobić perełkę, bawiąc przy tym do łez publiczność.

Okazuje się, że jeśli nie gra się "Moralności..." jako szkolnej lektury, ten tekst okazuje się nadzwyczaj współczesny. Spektakl w reżyserii Marcina Milińskiego potwierdza, że poza Krakowem i Katowicami również mogą powstawać znakomite, bo zrodzone z pasji przedstawienia.

Tomasz Klauza



Copyright © 2012 Teatr Sztuk w Jaworznie | site created by Ramon & modified by Tomek