Śpiewem, poezją, dźwiękiem
 
 

Będą kolejne koncerty

Kwietniowy koncert w Teatrze Sztuk, zatytułowany "Szeptem, śpiewem, krzykiem" (piosenki Cohena, Okudżawy i Wysockiego) okazał się tak dużym sukcesem zarówno artystycznym, jak i frekwencyjnym, że kolejne tego typu przedsięwzięcie pozostawało jedynie kwestią czasu. Niemal dokładnie pięć miesięcy później odbył się występ, zatytułowany "Śpiewem, poezją i dźwiękiem" (w podtytule "Ballady trzech bardów").

Pieśni Jacka Kaczmarskiego i Jaromira Nohavicy zabrzmiały w sali teatralnej budynku "Sokoła" nie po raz pierwszy. Wystarczy przypomnieć choćby recital Dominika Sochy "Wolność kocham i rozumiem", gdzie śpiewał on pochodzącą z albumu "Kosmopolak" "Barykadę (Śmierć Baczyńskiego)" czy koncert aktorki Teatru Śląskiego Barbary Lubos-Święs "Świat w obłokach" (w ramach Spotkań Teatralnych w roku 2012), która wówczas, obok utworów Marka Grechuty, Ewy Demarczyk i Agnieszki Osieckiej, wykonywała "Głupiego Jasia" i "Pompeje". Jaworzniccy teatromani z pewnością pamiętają również Spotkania Teatralne sprzed ośmiu lat i "Kometę, czyli ten okrutny wiek XX według Jaromira Nohavicy" z katowickiego Teatru Korez, gdzie pieśni czeskiego barda śpiewali Elżbieta Okupska, Anita Sajnóg, Mirosław Neinert i Robert Talarczyk. Trzecim pieśniarzem, którego utwory usłyszeliśmy 17 września, był Paweł Orkisz. Warto wspomnieć, że związany z Krakowem artysta pojawił się na koncercie jako gość i zasiadł w pierwszym rzędzie na widowni.

Program koncertu ułożono w bardzo ciekawy sposób. Jeśli Jacek Kaczmarski, to nie "Obława" czy "Mury", ale piosenki z lat dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku (tytułowy utwór z albumu "Między nami", pochodzące z płyty "Sarmatia" "Warchoł" i "Według Gombrowicza narodu obrażanie" oraz "Kantyczka z lotu ptaka", zamykająca "Wojnę postu z karnawałem"). Kaczmarski, nie zagrzewający do walki, ale ten, piętnujący nasze narodowe przywary, którego w wolnej Polsce słuchać nie chciano. Szokujące, że te teksty brzmią, jakby napisane zostały wczoraj. Pieśni Jaromira Nohavicy, takie, jak "Kometa", "Darmodziej", "Gdy jutro skoro świt..." czy "Mam ledwie bliznę", to już zupełnie inna kraina: filozoficzne rozważania na temat ludzkiego losu i historii, zawierające odniesienia do całej sfery kultury ("Dawid" Michała Anioła, "Ogród rozkoszy ziemskich" Boscha, francuski dziennik "L’Humanité"). Utwory Pawła Orkisza natomiast, w trakcie koncertu fenomenalnie wykonywane przez Marka Długopolskiego, to zarówno żeglarska piosenka "Przechyły", która znakomicie rozbujała publiczność, jak i kapitalna "Piosenka z szabli" (z cudownym fragmentem "gardzę zapachem buduaru / gdzie Ania psoci wśród szezlongów") oraz podróż do Krainy Łagodności ("Ty – człowiek", "Jak niewiele po mnie pozostanie", "Piosenka o zagapieniu", "Pieśń o młodych orłach").

Słuchając "Komety" czy "Darmodzieja" w wykonaniu Dariusza Adamczyka, zapominamy, kto jest autorem tekstu i widzimy po prostu mężczyznę, który snuje pasjonujące filozoficzne refleksje na temat przemijania i ludzkiej egzystencji. Dominik Socha, śpiewając "Mam ledwie bliznę" i "Gdy jutro skoro świt..." dotyka czegoś boleśnie prawdziwego, a "Warchoł", "Według Gombrowicza narodu obrażanie" oraz "Gdy odwalę kitę" w jego wykonaniu to prawdziwe perełki piosenki aktorskiej. Nie miałem nigdy okazji słyszeć na żywo Jacka Kaczmarskiego i Przemysława Gintrowskiego, ale "Między nami" w wykonaniu Dominika Sochy i "Kantyczka z lotu ptaka", śpiewana przez Dariusza Adamczyka w pełni mi to rekompensują. Koniecznie należy wspomnieć o muzykach, którzy towarzyszyli Markowi Długopolskiemu, Dominikowi Sosze i Dariuszowi Adamczykowi. Dzięki marszowej gitarze Mateusza Motyki "Między nami" zabrzmiało niezwykle potężnie, Bartosz Paluch na fortepianie i instrumentach klawiszowych po raz kolejny potwierdził swoją klasę, Wojciech Paluch grą na skrzypcach tworzył w poszczególnych piosenkach przepiękny klimat, na gitarze basowej niskie dźwięki generował Mariusz Stadler, a na instrumentach perkusyjnych z maestrią, jakiej nie powstydziłby się José Torres, grał Jacek Maliszczak.

W porównaniu z poprzednim koncertem tutaj poezję śpiewaną wzbogacono o humorystyczne elementy teatralne. W "Przechyłach" pojawiały się odgłosy burzy, a więc muzycy rozkładali parasole, "Gdy odwalę kitę" rozpoczynało się od sceny, w której podmiot liryczny, grany przez Dominika Sochę, pociągał łyk z piersiówki, a drugi z bohaterów (w tej roli Dariusz Adamczyk) częstował siedzących w pierwszych rzędach widzów kiszonymi ogórkami (jedną z obdarowanych osób była Magdalena Wrona, doradca zawodowy w jaworznickim Powiatowym Urzędzie Pracy).

Cieszy fakt, że na widowni pojawili się nie tylko dorośli, ale także dzieci i młodzież. Równie dobrą informacją jest to, że będą kolejne koncerty z tej serii.



Copyright © 2012 Teatr Sztuk w Jaworznie | site created by Ramon & modified by Tomek