Biżuteria miasta - relacja
 
 

Kiwając ogonkiem z radości w domu arcydzieł

Od 14 do 16 października w Galerii Sektor I, w ramach trzeciej edycji Art Tranzytu, można było wziąć udział w warsztatach, odbywających się pod hasłem "biżuteria miasta". Trzy dni i trzy różne techniki: sutasz, filcowanie i witraż. W zajęciach wzięły udział osoby, związane z Galerią Sektor I i Teatrem Sztuk (Monika Lewandowska, Katarzyna Pokuta, Barbara Wójcik-Wiktorowicz, Paulina "Kosmitka" Huber, Łukasz Urbańczyk), ale nie tylko – pojawiły się także m.in. dwie gimanzjalistki, które o warsztatach dowiedziały od Klementyny Śliz oraz mała Krysia z mamą. W miarę, jak przychodzili kolejni uczestnicy, prowadząca Justyna Żywiecka cierpliwie tłumaczyła i pokazywała każdemu z nich, na czym polega każda z technik. Prezentowała również prace własnego autorstwa: jedna inspirowana była gotlandzką broszą, przedstawiającą kruka, inna zawierała ludowe motywy ukraińskie, a kolejna wzory azteckie. Udzielała praktycznych porad (nożyczki najepiej ostrzyć na igle, a koraliki umieścić na plastikowym talerzyku, by się nie rozsypały), a także radziła, co zrobić z gotową pracą (zaimpregnować lakierem do włosów).

Pierwszego dnia królował sutasz. Technika ta wymaga cierpliwości i dokładności, ale wystarczy kaboszon, kawałek filcu, kolorowe sznureczki, koraliki i tubka kleju, by wyczarować prawdziwe cudeńka. Katarzynę Pokutę sutasz zafascynował do tego stopnia, że całe warsztaty poświęciła wyłącznie tej technice, a w efekcie powstały m.in. kolczyki, wisior oraz piękny kot o niesamowitych oczach. A jedna z dwóch gimnazjalistek, Olga lub Dominika, za pomocą tej samej techniki stworzyła wspaniałą sowę. Pierwszego dnia pojawił się również muzyczny akcent w postaci występu Macieja Banasika i Weroniki Wałgi. Elektronika, wzbogacona brzmieniem skrzypiec, połączona z traktującymi o mieście projekcjami (na zdjęciach można było zobaczyć m.in. Elektrownię Jaworzno III oraz pomnik przy pechnickim cmentarzu) i opowieściami (m.in. o tym, skąd wzięła nazwa Jaworzno), dała bardzo ciekawy efekt.

Drugiego dnia filcowano na mokro. Stoły zabiezpieczono folią bąbelkową, a niej pojawiły się naczynia z gorącą wodą i szarym mydłem. Najpierw włókna czesanki należy ugniatać z wodą i mydłem delikatnie, jakby czesało się kotka (jak to obrazowo określiła Justyna Żywiecka), a później coraz bardziej zdecydowanymi ruchami. Nie trzeba się przejmować tym, że początkowo rzecz przypomina bardziej grzyba niż kwiat.

Trzeciego dnia nawet osoby, które początkowo bały się wziąć do ręki lutownicę, już po chwili ze szkła i taśmy miedzianej tworzyły małe arcydzieła. Mama Krysi zrobiła cudownego motyla, a spod ręki "Kosmitki" wyszedł m.in. wspaniały kwiat o pięknych liściach.

Atmosfera w trakcie warsztatów przypominała tę, która panowała podczas sierpniowych zajęć z robótek artystycznych w Teatrze Sztuk. Rozmawiano o wszystkim: snach, sklepie z koralikami, znajdującym się na Kazimierzu, muzyce Boba Dylana i The Cure (tło dźwiękowe warsztatów stanowiły Trójkowe audycje) i kocich umiejętnościach. Chwalono studenckie życie w akademikach, wspominano czasy, gdy chodziło się do przedszkola, Rawę Blues z 1992 roku oraz przedstawienia w Teatrze Śląskim ("Mayday", "Mayday 2"). Ci, którzy przyszli na warsztaty, mogli dowiedzieć się m.in. kto na szkolnym balu był pięknością z rosyjskich bajek, a kto Pippi Langstrumpf i gdzie znajdował się lokal, na ścianach którego widniały jednorożce. Justyna Żywiecka wspominała poprzednią edycję Art Tranzytu i zajęcia z dziećmi na Rynku. Jedna z uczestniczek w trakcie zajęć z sutaszu powiedziała, że kiwa ogonkiem z radości. Jestem pewien, że niejedna ze zgromadzonych w "domu arcydzieł" (jak określiła Galerię Sektor I Krysia) osób już cieszy się na myśl o kolejnych tego typu warsztatach.



Copyright © 2012 Teatr Sztuk w Jaworznie | site created by Ramon & modified by Tomek