Dwoje biednych rumunów - spotkania teatralne
 
 

Rumuni to my

Z czasów podstawówki pamiętam, że gdy któryś z moich klasowych kolegów chciał obrazić drugiego, nazywał go "Rumunem". Wtedy, w latach dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku, widok cygańskich żebraków na chodnikach polskich miast był dość powszechny. A więc Rumun: najbiedniejszy z biednych, synonim biedy, wręcz archetyp ubóstwa. Dorota Masłowska w swoim dramacie dodaje jeszcze jeden przymiotnik: inny (w domyśle również dziki, a więc groźny).

Czwartego dnia XXV Spotkań Teatralnych widzowie mieli okazję już po raz drugi zobaczyć przedstawienie z MDK "Koszutka". Tytuł "Dwoje biednych Rumunów mówiących po polsku" zdradza praktycznie wszystko. Przebrany za Rumuna (kardigan z Caritasu plus co drugi ząb pomalowany czarnym flamastrem), rzecz dzieje się na prywatce "nędza, szczury i choroby", serialowy aktor Parcha poznaje Dżinę, z którą wyrusza w podróż przez Polskę. Z czasem okazuje się, że to, co miało być tylko żartem, niewinną zabawą, stopniowo wymyka się spod kontroli, a przebranie coraz bardziej przesłania człowieka. Autorka w jednym z wywiadów powiedziała, że ta sztuka to najbardziej ponura rzecz jaką napisała i nie ma w tych słowach przesady.

W spektaklu pierwsze skrzypce gra Olaf Józefoski. Parcha, wskutek zażytych w czasie prywatki środków psychoaktywnych, cierpi na słowotok, rozsadza go energia i aktor bardzo dobrze to obrazuje. Na przeciwnym biegunie znajduje się Kinga Wypiór jako ciężarna, wąchająca klej Dżina. Jej warunki fizyczne, głos, sposób mówienia sprawiają, że w tej roli nie ma ani jednej fałszywej nuty. Gerard Klimański śmieszy w roli Kierowcy, a jako chory psychicznie Dziad najzwyczajniej w świecie przeraża. Rewelacyjna jest Magdalena Biel (Barmanka), która w niedzielny wieczór wmaszerowała na scenę z takim impetem, że niechcący zdzieliła ścierką w głowę siedzącego w pierwszym rzędzie widza.

Reżyser Michał Skiba świadomie nawiązuje do estetyki rodem z bazaru (orientalna muzyka, dyskotekowe światła). Tworzy teatr, który dzisiaj już nieczęsto można oglądać, odwołujący się do umowności (wystarczy stół, tablica rejestracyjna i trzy krzesła, by na scenie pojawił się samochód). Pełnymi garściami czerpie z wpisanej w dramat metateatralności (aktor gra aktora), a finał, inny niż u Masłowskiej, zostaje logicznie wyprowadzony z jednej z kwestii Parchy.

Życie dopisało do sztuki Masłowskiej i spektaklu z MDK "Koszutka" ciekawe postscriptum. Lech Majewski w filmie Dagmary Drzazgi mówi, że agenci Michaela Yorka i Rutgera Hauera pytali go, gdzie leżą Katowice i czy tam w ogóle są hotele. Dla Ameryki nadal jesteśmy Rumunami.



Copyright © 2012 Teatr Sztuk w Jaworznie | site created by Ramon & modified by Tomek