Psiunio
 
 

Nieczęsty już dziś przykład teatru

Anna Kadulska i Andrzej Dopierała po raz kolejny gościli na deskach Teatru Sztuk i znów grali małżeństwo. Jaworzniccy teatromani z pewnością pamiętają "Oskara i Ruth", spektakl, zaprezentowany w ramach Spotkań Teatralnych w 2012 roku. 15 stycznia aktorzy Teatru Bez Sceny również wystąpili we współczesnej komedii, tym razem jednak francuskiej.

W tekstach z kraju Moliera, które swego czasu zawojowały polskie sceny, punktem wyjścia zawsze jest drobiazg: obraźliwy napis w windzie, szkolna bójka dwóch chłopców, zakup awangardowego obrazu. Podobnie rzecz ma się w przypadku "Psiunia". Zwyczajne zdarzenie - pan domu wraca z wieczornego spaceru bez psa – staje się pretekstem do tego, by małżonkowie po raz pierwszy od dłuższego czasu szczerze ze sobą porozmawiali.

Bardziej związanej z Psiuniem Zoe wyobraźnia podsuwa od razu najczarniejsze scenariusze, Aleks natomiast bagatelizuje sprawę za pomocą żartów. Mężczyzna, z wykształcenia filozof, próbuje zrozumieć psią psychikę, w efekcie czego okazuje się, że świat ludzki wcale nie jest aż tak odległy od zwierzęcego. Niepostrzeżenie rozmowa na temat czworonoga przekształca się w przypominanie sobie pewnych zdarzeń z przeszłości, a nie budzące dotychczas podejrzeń czynności zyskują drugie dno. Jest środek nocy, psa nadal nie ma, Aleks musi napisać na jutro wystąpienie, a - jakby tego było mało - do drzwi puka niespodziewany gość.

Bardzo łatwo byłoby przedstawić Zoe jako nawiedzoną kobietę, która traktuje psa jak własne dziecko (syn jest już dorosły, mieszka w Nowym Jorku). I zapewne tak by się stało, gdyby nie grająca ją Anna Kadulska. To właśnie dzięki aktorce kwestie, które pierwotnie mogłyby budzić śmiech na widowni, brzmią prawdziwie. Jest w nich tak wiele uczucia i autentycznej obawy, iż w pewnym momencie zapominamy, że bohaterka martwi się o zwierzę. Aktorka jest równie wiarygodna, gdy gra żonę, zazdrosną o męża, a między nią i grającym Aleksa Andrzejem Dopierałą istnieje prawdziwa chemia. Aktor znakomicie wygrywa wszystkie niuanse tekstu - gdy bohater mówi, że Psiunio pewnie ruszył na poszukiwanie jakiejś "ociekającej sokiem suki", czujemy, że wcale nie ma na myśli jedynie psa. Jest w tym przedstawieniu scena przejmująca, dotkliwie ludzka, gdy Aleks przestaje błaznować i mówi coś, z czym mogą się identyfikować nie tylko równieśnicy bohatera. Dariusz Wiktorowicz jest fenomenalny w roli architekta Adama, który piekli się, wygłaszając "kynofobiczne" monologi, by po chwili - gdy sytuacja tego wymaga - kreować się na znawcę i miłośnika psów. Świetnie zagrana rola – począwszy do mimiki, poprzez gesty, skończywszy na sposobie mówienia. Również finał należy do odtwórcy roli Adama.

Emilian Kamiński powiedział o "Psiuniu" (polska prapremiera miała miejsce w Teatrze Kamienica), że dawno nie czytał tak dobrze napisanej sztuki i moim zdaniem nie ma w tych słowach ani krzty przesady. Autorzy - Agnis i Daniel Besse – stopniowo przemycają pewne informacje i podsuwają kolejne tropy, a wszystko to stworzone jest z żelazną logiką i okraszone żartem, który wywołuje uśmiech, a nie rechot.

"Psiunio" to przykład teatru, jaki dzisiaj nieczęsto już mamy przyjemność oglądać. Żadnych projekcji, scenograficznych szaleństw czy drastyczności. Troje ludzi siedzi i rozmawia. I to wystarczy. Jestem pewien, że "Psiunio" pójdzie w ślady "Napisu", "Boga mordu" i "Sztuki". Można się tylko cieszyć, że drugą polską realizacją tego tekstu jest właśnie spektakl Teatru Bez Sceny.

Tomasz Klauza



Copyright © 2012 Teatr Sztuk w Jaworznie | site created by Ramon & modified by Tomek