Teraz wszystko robią z betonu
 
 

Ważny i potrzebny spektakl

"Teraz wszystko robią z betonu" w wykonaniu aktorów Nowej Grupy Teatralnej to spektakl stworzony z dużą znajomością teatralnego fachu, koncertowo zagrany i aktualny jak nigdy wcześniej.

To nie pierwszy raz, gdy tekst Erica Bogosiana pojawia się na scenie Teatru Sztuk. W czasie Spotkań Teatralnych w roku 2013 ze „Zwierzeniami pornogwiazdy” wystąpił Tomasz Schimscheiner. W przedstawieniu z Teatru Ludowego było wszystko, co charakterystyczne dla twórczości autora "Talk Radio", począwszy od jednego aktora, wcielającego się w różne postaci, poprzez prowokację, na interakcji z publicznością skończywszy.

"Seks, prochy i rock’n’roll" miał swoje realizacje m.in. w Krakowie, Elblągu, Białymstoku, Warszawie i Gdyni, ale kanoniczną interpretacją tego tekstu pozostaje nadal jego polska prapremiera, czyli spektakl z łódzkiego Teatru im. Jaracza w wykonaniu Bronisława Wrocławskiego. Nie sposób, mówiąc o Bogosianie na naszych scenach, nie wspomnieć o tym przedstawieniu, a także o dwóch innych spektaklach w reżyserii Jacka Orłowskiego ("Czołem wbijając gwoździe w podłogę", "Obudź się i poczuj smak kawy"). Doszło wręcz do sytuacji, że mówiąc: "Bogosian", myślimy: "Wrocławski". Śląscy teatromani mieli okazję zobaczyć ten monodram na deskach Teatru Korez w 2008 roku (w ramach pierwszej edycji Katowickiego Karnawału Komedii), a jeśli nie, to z pewnością widzieli rejestrację przedstawienia w TVP Kultura.

Na plakatach, reklamujących jaworznicką inscenizację, możemy przeczytać, że jest to spektakl "na podstawie dramatu" Bogosiana. To prawda – nie bez powodu rzecz zatytułowana jest "Teraz wszystko robią z betonu" (to cytat, pochodzący z monologu jednej z bohaterek), a nie „Seks, prochy i rock’n’roll”. Reżyser Paweł Sowa – nawiasem mówiąc, mój rówieśnik – zrezygnował z kilku istniejących w tekście bohaterów (psychiatra, uzdrowiciel, żebrak, mężczyzna, hojnie obdarzony przez naturę), a – co przełomowe - z postaci męskich uczynił kobiece. Do tej pory ten dramat grany był wyłącznie przez mężczyzn i - z wyjątkiem spektaklu Ad Spectatores (na scenie trzech wykonawców, każdy grał kilka ról) - stanowił popis jednego aktora. Chodziło o to, by zaprezentować mistrzostwo transformacji, by najpierw zagrać Żebraka, zbierającego monety do papierowego kubka, a po chwili kogoś diametralnie odmiennego: człowieka, wyobrażającego sobie, że leci helikopterem nad miastem i zrzuca napalm na bezdomnych.

Na scenie Teatru Sztuk oglądamy więc siedem monodramów, a każdy z nich stanowi dopracowaną w najdrobniejszym szczególe perełkę. Wykonawcy mają tylko chwilę na stworzenie portretów swoich postaci, może więc pojawić się pokusa przeszarżowania, ale młodzi aktorzy uniknęli tej pułapki. Cieszę się, że reżyser – zamiast umieszczać tekst w polskich realiach - postanowił zachować amerykański kontekst (Bruce Springsteen, Meryl Streep, "Vanity Fair").

Dawid Litka jest rewelacyjny w roli komunikującego się z ludźmi wyłącznie przez telefon Człowieka Biznesu. Sceny kolejnych rozmów gra tak wiarygodnie, że ani przez chwilę nie mamy wątpliwości, że po drugiej stronie słuchawki znajdują się żona i kochanka bohatera. Myślę, że aktor ze swoją ekspresją i sceniczną dynamiką byłby idealny w roli Charliego Foxa w mametowskim "Przerżnąć sprawę". Michał Kirker bawi do łez jako Imprezowicz. Aktor ze sceny jedzenia hamburgera tworzy całą etiudę, a o przygodach swojego bohatera opowiada – również za pomoca gestów i rekwizytów - w tak zajmujący sposób, że widz jest autentycznie ciekaw, co będzie dalej. Łukasz Twardowski postać Reżysera buduje z powszechnych wyobrażeń na temat tego zawodu, jednocześnie jest to scena, która w całym spektaklu najbardziej bawi się oczekiwaniami widza. Słuchając monologu Bogaczki, trudno uwierzyć, że ktoś może być aż tak otchłannie głupi, ale przecież takie osoby istnieją. Grająca ją Marcelina Michaj nawet nie próbuje bronić swojej bohaterki. Zamiast tego bawi się rolą (szczegółów nie zdradzę, proszę zobaczyć i posłuchać), bezlitośnie i z dużą przyjemnością obnażając pustkę umysłową matki i żony, posiadaczki grilla, basenu oraz porsche. Prawdziwy popis daje Magdalena Chalewicz w roli Ekolożki, a wykład na temat skażenia środowiska staje się pretekstem do czegoś w rodzaju mini-egzaminu do szkoły teatralnej. Trudne zadanie mają Paulina Kaźmierczak (Ta, Która Się Wadzi Z Bogiem) i Ela Cekiera (Zbierająca Butelki). W ich monologach nie ma miejsca na humor. Pierwsza z bohaterek snuje refleksje na temat tego, co nazywamy teodyceą, druga opowiada o swoim niełatwym losie. Mówią najprościej jak tylko można, nie grając, jakby wprost od siebie, a ja obu aktorek słucham jak urzeczony. Nie można nie wspomnieć również o obecnym na scenie przez cały czas i pełniącym bardzo ważną rolę Sylwestrze Barnowskim.

"Teraz wszystko robią z betonu" to przedstawienie dojrzałe, stworzone z dużą znajomością teatralnego fachu, przemyślnie skonstruowane (warto zwrócić uwagę na to, kto jest bohaterem w pierwszej scenie, a kto w ostatniej), czerpiące pełnymi garściami z estradowego rodowodu tekstu (wiele różnego rodzaju zabiegów metateatralnych, genialnie w swej prostocie rozwiązana kwestia zmian miejsc akcji). Jest ono czytelne zarówno dla osób, znających dramat Bogosiana, jak i dla widzów, stykających się z twórczością tego autora po raz pierwszy. Ciekawostka: ci, którzy pamiętają "Julkę na afisz", znajdą w nim bardzo czytelne nawiązanie do jednej z pierwszych scen musicalu.

Tekst Bogosiana, podobnie, jak na przykład "Top Dogs" Ursa Widmera, nie tylko się nie zestarzał, ale jest – również u nas - aktualny jak nigdy wcześniej. Wprawdzie nie każdy ma willę z basenem, otoczoną czterometrowym murem posypanym szkłem (są za to strzeżone osiedla), ale problem zwalnianych pracowników nie dotyczy już tylko Ameryki, a bezdomność może dotknąć każdego (również ludzi młodych). Powstał spektakl ważny i potrzebny, który z pewnością jeszcze długo będzie gościł na afiszu.

Tomasz Klauza



Copyright © 2012 Teatr Sztuk w Jaworznie | site created by Ramon & modified by Tomek